Napad weny twórczej
Pewnie każdy z nas doświadczył tego przynajmniej kilka razy. Trzeba coś zapisać, ale nie ma gdzie. Przydałoby się coś małego, praktycznego i cieszącego oko. Zrobionego najlepiej z niczego. Mnie ta potrzeba przytłoczyła akurat wtedy, kiedy następnego dnia (skoro świt) miałam jechać na uczelnię. No trudno, są przecież rzeczy ważne i ważniejsze! 😉
Zebrałam się, żeby pójść do sklepu. Zimowa aura niezbyt sprzyjała wycieczkom, toteż trochę z ociąganiem zajrzałam do kuchni, spojrzałam na zegar i cóż.. ten poczciwy czasomierz uświadomił mi, że jest po 2o-tej. Pani w osiedlowym sklepiku papierniczym już dawno poszła do domu, napastliwe dobijanie do drzwi mijało się z celem. Co więc mi pozostało? Miałam tak szybko się poddać i w akcie rzemieślniczej rozpaczy wyciągnąć koniaczek i pić do byle kartek w drukarce? Nie ma mowy! Nie teraz! Wtedy do głowy wpadła mi niecodzienna myśl: Przecież w domu mam wszystkie materiały, jakich tylko potrzebuję. Być może za szybko rozważyłam za i przeciw. Za szybko też stwierdziłam, że warto dać się ponieść trudno wytłumaczalnej wenie twórczej, która mnie dopadła i nie myślała puścić. W tej sytuacji, za szybko nie znaczy źle.
Materiały
Niezwłocznie zabrałam się do roboty. Opróżniłam stół (który robi za mój warsztat pracy), demolując przy tym połowę pokoju i zaczęłam zbierać materiały. Najważniejszy był blok kartek A5 z dziurkami. Na szczęście dziurkacz nie odmówił pomocy i przygotowanie ich poszło sprawnie. Szukając materiału na bazę, trafiłam na pudełko po butach. Możecie się w tej chwili śmiać i zastanawiać nad tym, co ma notes z butami wspólnego. Okazuje się więc, że całkiem sporo. 😛
Rozłożyłam pudełko i z największych płaszczyzn tektury odrysowałam i wycięłam okładki notesu. Ważne, że tak rozplanowałam wymiary, aby okładki były o kilka minimetrów większe od kartki A5. W ten sposób blok kartek jest lepiej chroniony przed uszkodzeniami.
Projekt
Teraz czekało na mnie największe wyzwanie. Musiałam zaplanować koncepcję. Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Oczywiście, wszystko czego potrzebowałam miałam pod ręką. Zewnętrzną stronę okładek obkleiłam brązowym papierem, a wewnętrzną zielonym. Jako główny motyw przedniej okładki wykorzystałam materiał z odzysku. Otóż, gdy byłam niedawno w Studenckiej Strefie Aktywności UŚ-a, na stole z darmowymi prospektami była sterta ulotek, które od razu przypadły mi do gustu. Obrazek z przedniej części ulotki wycięłam i posmarowałam werniksem. Werniks ma tą zaletę, że wyostrza barwy i można nim podrasować niemal każdy papier. Gdy werniks wysechł przykleiłam obrazek do przedniej okładki. Na dole obrazka umieściłam wydrukowaną ćmę, która dobrze pasowała do kolorów notesu. Koncepcja była prosta, ale efekt mi się spodobał.
Pomyślałam, że teraz połączę elementy zeszytu w całość. Odmierzyłam na okładkach odpowiednie miejsca i zrobiłam dziurki. Nie miałam profesjonalnych kółeczek przeznaczonych do robienia notesów. Wymyśliłam jednak inny sposób, równie dobry. Przygotowałam 2 odpowiednio giętkie druciki tej samej długości. Nałożyłam na nie czerwoną, plastikową żyłkę, taką z jakich zwykle robi się plecionki. Żyłkę odmierzyłam w taki sposób, aby końce drutu pozostały wolne i można je było ze sobą związać. Powstały kółeczka łączące okładki z blokiem kartek. Obcięłam końce drucików i dogięłam je do wewnątrz, tak aby nie przeszkadzały mi przy użytkowaniu notesu.
Wykończenie
W teorii zeszyt był gotowy ale ja oczywiście czułam rzemieślniczy niedosyt i chciałam umieścić coś na wewnętrznej stronie okładek. Do wnętrza przedniej wkleiłam więc obrazek z wilgą (zwierzęta, szczególnie ptaki to jeden z moich ulubionych motywów). Obrazek wytapowałam po bokach czerwonym tuszem i przykleiłam go na większym kawałku papieru do scrapbookingu, który wcześniej przycięłam falistymi nożyczkami i wytapowałam tak samo jak wcześniej. Tym sposobem miałam obrazek w ramce.
Przy tylnej okładce znowu przydały się materiały z odzysku. Z niewielkiego kawałka czarnego papieru wycięłam etykietkę. Do drugiej etykietki wykorzystałam inny fajny materiał (gdy nie zużyję całej farby akrylowej, którą wycisnęłam na paletę, to pokrywam nią cienką szarą tekturkę; farba się nie marnuje a ja mam sztywny papier o intensywnym kolorze i oryginalnej fakturze na kolejny napad weny), Przez obie etykietki przewlekłam wstążeczkę, która wcześniej podtrzymywała metkę w dżinsach. Całość przykleiłam do wnętrza tylnej okładki.
Do całości dodałam jeszcze wycinankę i czerwone kryształki kupione w sklepie.
I jak efekt? Potwierdza się teza, że można zrobić notes z niczego? 😉





