Z cyklu: Obserwacje z wyjazdu integracyjnego, okiem subiektywa retrospekcyjnego.
Czas, miejsce, uporządkowany następujący po sobie zbiór zdarzeń, które mają okazać się znaczne w przyszłości. Jedno spojrzenie, myśl, kliknięcie, zgłoszenie. Jest.
I nagle okazuje się być 22 września 2014r., godzina 4:30 i mieszane uczucia. Ślamazarne nieobycie, spóźnienie na pociąg, który nie chce się toczyć. Zdenerwowanie brakiem schematu i znów – wydarzeniach, na które nie ma się wpływu, a które okazują się być bolączką. DESZCZ!
Opcja, warianty, co tu robić? Reklamówka? Trzymam w niej kartofle do dzisiaj. Duża, zielona. Pozdrawiam przydworcowy sklepik, gdyby nie pani kasjerka.. dobrze, że założyłam wysokie człapaki. Jestem wtedy pod rektoratem. Sapię, za bardzo się śpieszyłam. Najsampierw chowam reklamówkę, bo wstyd. Rozwaliłabym się na schodach, ale to AŻ rektorat, bariera nie do pobicia.
Nieznajoma sobie gromada zaczyna się schodzić. Pierwszy to Potencjalny. Wysoki, wysoki aż do nieba, na czarno chłopak. Nawet papierosa ma czarnego. Oglądam swój oczobłękitny płaszczyk. Zastanawiam się, czy do niego podejść. Daję mu chwilę, może sam wpadnie na ten pomysł. W odpowiedzi zostaję zlekceważona, Potencjalny nie czuje potrzeby komunikacji, stoi i patrzy, odpływa myślami gdzieś daleko, co chwilę zaciągając się elektrycznym tworem.
Następna jest Blondyneczka. O dobry Boże, uśmiecha się, cóż za radość w ten pochmurny dzień. Już jestem w drodze do niej, ale jak gdyby nigdy nic ubiega mnie jakiś Przystojniaczek. Zerkam na Potencjalnego – dalej trzyma straż na przodzie. Nowy, okazuje się być równie wesołym świergotkiem jak Blondyneczka. No to pozamiatane, ale się urządziłam.
Potem jest jeszcze gorzej – przychodzą grupki. Jedyna otucha w Potencjalnym, chociaż on też już ma kompana – swoją elektryczną fajkę. Masz Ci los, a czas ciągnie się jak zabawkowe gluty dla dzieci.
Po stu miliardach lat, nagle doznaję orzeźwienia – przyjeżdża autobus! Ktoś daje znak, że można wsiadać. Oglądam się za Blondyneczką – nadal gawędzi z Przystojniaczkiem, nie zastanawiając się, rzucam im się, niczym facet ze słonecznego patrolu, na pomoc i ryczę w ich stronę, że ruszamy. Blondyneczka odskakuje, Przystojniaczek nagle doznaje równie mocnego orzeźwienia co ja. Nie daję im czasu na zastanowienie się, ruszam w stronę autobusu.
Przez pierwsze 15 minut droga dłuży mi się jak gruby plaster sera na tostach. Z wielką uwagą obserwuję świat za oknem, dostając co chwilę zamroczenia z uwagi na niezmiennie zmieniający się krajobraz na drodze niezbyt szybkiego ruchu. Wygląda mniej – więcej tak:

Z pomocą przychodzi mi Spryciarz, który serdecznie zaprasza mnie do grona swoich znajomych. Tak poznaję pierwsze cztery, niezwykłe postaci – Panią Ekspert, Panią Serdeczną oraz Filozofa.