Z cyklu: Obserwacje z wyjazdu integracyjnego, okiem subiektywa retrospekcyjnego
Czwartek, czwartek. Dzień najbardziej obfity we wzruszenia. Planowo miała być sesja zdjęciowa, planowo się udało, jednak kwestie poboczne najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Samo przybycie to nie wszystko. Aby uczestniczyć w profesjonalnej sesji, potrzebne było przygotowanie pod kątem estetycznym każdego z uczestników. Nie obeszło się bez makijażu, fryzury, a nawet zmiany odzieży. Fantastyczne było wielkie wejście fryzjerek – każda przygotowana była na wszystko, na co wskazywały pokaźne bagaże. Osobiście trafiłam na przemiłą panią, która zrobiła mi genialną fryzurę, którą staram się regularnie odtwarzać.
Każdy z uczestników przystąpił do sesji indywidualnej, ale także grupowej. Tą drugą formę Mistrzynie prawdopodobnie przysposobią do kalendarza. Nic nie odda atmosfery, jaka wówczas panowała. Panie fryzjerki miały mnóstwo pracy, Pani stylistka również, gdyś na bieżąco motywowała kolejnych modelów. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że to ostatni dzień naszego wyjazdu, że te zdjęcia to zwieńczenie naszego pobytu w Jaworzu. Niektórzy nawet publicznie się popłakali… 😉
Sesja zajęła nam większość poranka i była również kontynuowana po obiedzie. Pod wieczór miałam przyjemność spędzić trochę czasu z Niesamowitym i nowymi osobistościami w mojej opowieści → Informatykiem i Skrzypaczką. Spędziłam ten czas w roześmianej i przesympatycznej atmosferze, przy okazji zabawiając Aksę, ukochaną psinę Niesamowitego.
Wieczór przyniósł ze sobą kolejne niespodzianki. Zostaliśmy zaproszeni na ognisko, do, jak to nazywam, karczmy, w której zabawialiśmy do późnych godzin nocnych. Wtedy jeszcze bliżej poznałam wyjazdową gromadę. Uczciliśmy to grupowym posiedzeniem do rana w pokoju Potencjalnego i Filozofa. 😉
Ostatni dzień, a jakże fantastycznie integracyjny. Poczułam całą sobą, co to znaczy wspólnota, bez względu na płeć, wiek czy uwarunkowania fizyczne. Dziękuję Wam kochani za ten czas!