– Beznadziejnym muzykiem okazuje się ten, który doskonale zna akordy, ale nie potrafi odpowiednio ich ze sobą zestawić – powiedział, zadumany wedle swej profesji myśliciel.
– Jak zdefiniowałby Pan „odpowiednio”? – wprawnie pocierał podbródek drugi, znacznie niżej sytuowany ze względu na swój wiek.
– Na potrzeby tego przypadku, jako coś zgoła niepoprawnego – odpowiedź padła bez cienia zawahania. Czyżby gruntownie przemyślana?
– Może niekonwencjonalnego? – nieśmiało podpowiadał drugi.
– Niewykluczone, choć obecnie będę obstawiał przy tym pierwszym. Domniemam, iż wielcy mistrzowie muzyki, tworząc swoje dzieła nie działali na korzyść doczesności, jeśli czegokolwiek. Inaczej ich muzyka nie przetrwałaby wieków, nie byłaby ponadczasowa – roznamiętnił się i nagle urwał, zadumany wedle swej profesji myśliciel. Ten drugi tylko młodzieńczo zaśmiał się w duchu.
Czym jest oryginalność? No właśnie chyba tym, co nieoczywiste. Każdy chce na chociaż jednej ścieżce szarej egzystencji zabłysnąć. Każdy ma do tego prawo. A jak działa istota oryginalna? To proste. Nieustannie korzysta z dostępnych narzędzi i wiedzy innych, tworząc niespotykany dotąd miks. Skąd jej się to bierze? Ma otwarty umysł, choć wcześniej określiła swoje priorytety, delikatnie zawężając. To istota kreatywna, zmysłowo pobudzona, która, gdy ekonomiczna, ściśle zapatrzona jest w swoją profesję. Wie, że czas to coś, co skoncentrowanego, a jakże przeciekające przez palce. Wtem poświęca go na rozwijanie swoich umiejętności, czasem kosztem podstawowych potrzeb. A czasem zupełnie niepotrzebnych. Do czasu.
Za moment i już wykształtuje nam się obraz niemalże pasujący do opisu geniusza. Ale geniusz posiada coś znacznie ważniejszego – inteligencję. Potrafi z każdej wiedzy zrobić użytek, choć nie każdej się chwyta. Jest na tyle doświadczony, że wie, iż nie wszystko jest opłacalne, a to o czym wie najmniej – cóż, najbardziej.
Pozostaje fachowcem w swojej oryginalności. Zaczął już wczoraj, bo droga przed nim jeszcze długa. Możesz go dogonić, zrób to teraz!