Wszystko jest dobrze, dopóki nie przebudzimy się któregoś dnia z wrażeniem uwięzienia partnerskiego. Cóż to takiego?
Z powodu wstępnie rozwiniętego oczarowania drugą osobą, czasami niekonsekwentnie decydujemy się nawiązać z nią relację partnerską. Często nie zdajemy sobie sprawy z zobowiązań, jakie kryją się za takim układem.
Dopóki nic od siebie nie oczekujemy, nie ma problemu. Faktem jest, że przebywając ze sobą jakiś czas, zaczynamy się do siebie przyzwyczajać, tym samym rodząc wobec siebie pewne wymagania. Nie jest to jakieś istotne, dopóki nie widzimy poza sobą świata. Jednak każda euforia kiedyś przemija. Nie oznacza to wcale, że nasza miłość się skończyła, po prostu etap zauroczenia mamy już za sobą, na korzyść czegoś poważniejszego. Ważne jest, aby nie rezygnować z tej drugiej osoby, wzajemnie się wspierać, nawet w chwilach, kiedy mamy siebie nawzajem dość.
Pociągającym jest poznanie czegoś nowego, zafascynowanie kimś nowym. Z tą myślą boryka się masa ludzi, staje się nagle kulą u nogi, która nie chce dać na wstrzymanie. Dla jednych wystarczy impreza, dla drugich nieokreślony flirt, tak naprawdę tylko nieliczni dają sobie z tym radę
Co jest takiego, że jeden potrafi, a drugi niekoniecznie?
Myślenie.
Trzeba zastanowić się, co czujemy do naszego partnera, czego oczekujemy od tego związku. Zapytać też o to partnera i dać mu czas na odpowiedź. Jeżeli oboje będziecie chcieli to kontynuować i w dalszym ciągu się o siebie starać, będzie łatwiej przełamać monotonię i ruszyć dalej. Wasze uczucie się wzmocni, nastąpi metamorfoza, ten następny etap.
Niektórzy tak nie potrafią. Wchodzi rutyna, brak granic sprawia, że szukamy sobie rozrywki, ale nie tam gdzie trzeba. Zamiast pielęgnować to co jest nasze, rzucamy się w wir czegoś nowego, bo np. nadal ją kocham, ale czegoś mi brakuje. Nie odejdę, bo bez niego nie wytrzymam, ale z nim to już nie to samo. Mija euforia, a nam się wydaje, że miłość nam przeminęła, lecz z przywiązania boimy się ją stracić. No bo rzeczywiście, jeżeli nie dba się o związek to jak on ma nabrać głębszego tonu?
Zapominamy, że nasz związek to nie stała bryła, której nie można ruszyć. Szukamy świeżości u kogoś innego, pytanie dlaczego nie wprowadzimy tego do swojego obecnego związku? Czemu ciągle nam się wydaje, że TO to TYLKO TO i nic więcej, stoimy? Przecież będąc ze sobą nawet rok, przez cały czas się zmieniamy, a wraz z nami nasze potrzeby, a czasami nawet wartości i pasje.
Co warto byłoby zrobić, żeby po etapie zauroczenia nasz związek nie osiadł na przyzwyczajeniu, a tym bardziej – nie rozsypał się?
Sądzę, że oprócz uświadomienia, mają również znaczenie granice, jakie na początku sobie wyznaczymy. Nie tylko wspólnie z partnerem, ale sami dla siebie, żeby mieć podstawę, zasady, których należy się trzymać. Powinny one dotykać sfer, z którymi mamy największy problem. Jeżeli wiemy, że mamy słabą głowę i przy okazji kolejnego drinka lubimy sobie poflirtować, warto abyśmy ustalili konkretne limity, na jakie możemy sobie pozwolić i nie doprowadzać do prowokujących sytuacji. Jeśli zaś jesteśmy lekkoduchami i w żaden sposób, mimo iż jesteśmy w związku, nie czujemy się zobowiązani do wstrzemięźliwości, tym bardziej powinniśmy zakazywać sobie konkretniejszych kontaktów z osobami lub też w ogóle z płcią, która mogłaby oddziaływać na nas jak przysłowiowa płachta na byka.
Na początku to nie jest trudne, schody pojawiają w momencie, gdy poziom euforii powoli się obniża. Zaczyna nas dopadać rutyna, coś drażniącego, czego jeszcze wcześniej w kontakcie z partnerem w ogóle nie było. To początek prawdziwego wyzwania.
