Codziennością stało się przebywanie z innymi w dwóch wymiarach – realnym i internetowym. Granice te często zacierają się, a obszary uzupełniają. Poznajemy się po to, by nawiązywać relacje, ciągle je budować, kształtować albo chociaż podtrzymywać. To ostatnie szczególnie ułatwia nam facebook. Ma to swoje uzasadnienie, według Umberto Eco, zaspokajamy jedną z podstawowych potrzeb dzielenia się. W większości dzielenia się codziennością. Nie ma w tym nic złego, można rzec, że postępujemy wedle praw natury. Często jednak nie zadajemy sobie pytania, mianowicie, jak to przebiega?
Szybko
Rozpowszechniony charakter popularnego portalu pozwala na częstszy kontakt ze znajomymi, a co szczególnie cenne – bycia na bieżąco nawet bez pośredniego kontaktu. W dowolnym momencie możemy śledzić przebieg istotnych faktów z życia znajomych, a przynajmniej ich fragmentów, które w oczach udostępniających uchodzą za godne uwagi. Bez względu na rodzaj relacji, stajemy się obserwatorami cudzych przeżyć. W zgodzie z kulturą instant, szybki przepływ informacji = szybka konsumpcja = szybkie zaspokojenie. Na facebooku, owszem, zaspokajamy swą ciekawość i potrzebę przynależności do większej społeczności, tylko jest ona bardziej pozorna, przez co staje się mniej satysfakcjonująca i wystarczająca niż wspólny wypad na obiad. Pewnie dlatego, informacyjnie wygłodniali, znów argumentując to sobie brakiem czasu, tak często powracamy do popularnego scrollowania i wymiany prywatnych na messengerze.
Wygodnie
W przestrzeni społecznościowej bardzo łatwo nawiązać internetową interakcję, praktycznie z kimkolwiek. Niewiele wysiłku kosztuje wymiana lajków, reakcji, komentarzy, zaczepek, komunikatów. Niewiele także trzeba, abyśmy zaczęli się sobie zwierzać, gdy coś nas gnębi i chcemy to z siebie wyrzucić. Kojąco na nasze troski działa dzielenie się i poczucie zrozumienia u odbiorcy. Podejmując tego typu inicjatywę, pamiętajmy jednak, że wirtualnie najczęściej skupiamy się na przebiegu rozmowy, nie zaś samym odbiorcy. To generuje groźne pułapki, ponieważ zamiast zwierzać się swojej przyjaciółce, która akurat jest niedostępna, mogę zacząć omawiać swoje problemy z osobą, która będzie to potem chciała wykorzystać. A wystarczyło chociaż zadzwonić..
Masowo
Ma na to wpływ potrzeba przynależności. Przy okazji, utrzymywanie kontaktów z liczną grupą znajomych dostarcza nam powszechnie akceptowalnych wzorców zachowań. W dążeniu do adaptacji, dopasowujemy się i reprezentujemy to, co oferuje społeczność. Niewielu z nas bowiem chce się wyróżniać z poczucia bezpieczeństwa. Na facebooku taką niesformalizowaną formułę stanowią nasi najaktywniejsi znajomi i to, jakie treści upubliczniają, a co zgodne jest z wizerunkiem większości (godne polubienia). Nawet jeżeli nie robimy tego specjalnie, podświadomie dążymy do akceptacji. W skrajnych sytuacjach dochodzi do zabiegania o popularność. Można wówczas zatracić część swojej osobowości na rzecz uniwersalności, aby zaspokoić oczekiwania jak najliczniejszej grupy odbiorców. Gra warta świecznika?
Pozornie
Wyczuwając intuicyjnie społecznościową nieskończoność, a przy tym nietrwałość, ani my ani nasi rozmówcy nie czujemy się zobligowani do budowanych trwałych fundamentów naszych relacji. Wymieniając wiadomości pozbawiamy się fizycznego kontaktu, wspólnych przeżyć, obserwacji otoczenia i wymiany odbioru rzeczywistości. Dochodzi do tego, że z czasem nie ma większego znaczenia, z którym znajomym rozmawiamy. Zależne jest to od tego, kto w danym momencie jest dostępny na czacie. Nie pielęgnujemy jednostkowych relacji, pozbawiając się głębokich, opartych na wzajemnym zaangażowaniu więzi na rzecz szybkich, wygodnych, masowych i prostych komunikatów. Nie trzeba o nikogo zabiegać, sytuacja wyjątkowo komfortowa, jednak inni także o nas nie zabiegają. Zagadka „oni przestali się do mnie odzywać” rozwiązana.
Ulotnie, a znacząco
Zabiegany tryb życia i nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych do podtrzymywania licznych relacji sprawia, że w większości nawiązujemy więzi płytkie, a znaczące. W odróżnieniu od naszych rodziców, posiadamy dużą zdolność do wymiany komunikatów krótkich, a nieraz bardzo intymnych. Nie ma początku i końca, konwersacja co jakiś czas zostaje zawieszona po to, byśmy po kilku godzinach mogli ją kontynuować. Jak wskazuje, za Edwinem Bendykiem, doktor habilitowana z zakresu socjologii internetu, Magdalena Szpunar: Warto pamiętać, że w Internecie powstają głównie więzi słabe. Jednakże ich znaczenie okazuje się być większe niż więzi mocnych i one to bowiem decydującą o rozpowszechnianiu mód, (…), zwiększając szanse dostępu do grup społecznych o innej pozycji od naszej.
Podsumowanie
Głębokie relacje budowane na żywo mogą wydawać się mniej atrakcyjne niż te podtrzymywane internetowo. W rzeczywistości bowiem nigdy nie doskoczymy do wygody, płynności i globalności, z jaką nasze komunikaty rozchodzą się w Internecie. Nawiązując relacje w świecie wirtualnie idealnym, zaspokajamy umbertowską potrzebę dzielenia się, przynależności i bezpieczeństwa. Na ten moment nie jesteśmy jednak w stanie zapanować nad płytkością i, cóż, pozornością facebookowych więzi. Nasuwa mi się dodatkowa refleksja: przed nadejściem ery społecznościowej nie nawiązywano relacji na wieczność. Jedni ludzie pojawiali się, inni odchodzili, był przepływ, więc liczba znaczących znajomości ciągle była podobna. Dziś już na etapie dwudziestu lat mamy przynajmniej trzy razy więcej kontaktów na fb niż nasi rodzice kolegów, o których pamiętali ze szkoły. W wiecznym, społecznym ukropie, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie czas na budowanie czasochłonnych, a staromodnie pojmowanych przyjaźni, nie wspominając o miłości?
Bibliografia:
- Przyszłość książki / pod red. G. Nunberga, Warszawa, 2013. Darmowy fragment: http://images.nexto.pl/upload/sklep/biblioteka_analiz/ebook/przyszlosc_ksiazki-praca_zbiorowa-biblioteka_analiz/public/przyszlosc_ksiazki-biblioteka_analiz-demo.pdf
- Szpunar, M.: Społeczna przestrzeń Internetu – Internet jako medium komunikacji społecznej, „Media-Komunikacja-Zdrowie: Wyzwania-Szanse-Zagrożenia” / pod red. B. Aouil, W. Maliszewskiego, Toruń, 2008, s.31-51. http://www.magdalenaszpunar.com/_publikacje/2008/spoleczna_przestrzen_internetu.pdf







Bardzo dobry artykuł. Wniósł co nieco do mózgu 🙂
Cieszę się, że nie podkopał oczekiwań względem słynnego portalu 😉