To najkrótsza droga, jaką znam, a przy tym diabelsko skuteczna i niebiańsko oczyszczająca. Działa jak używka, przy jej wielokrotnym zastosowaniu w organizmie radykalnie wzrasta zapotrzebowanie na wyższą dawkę. Po wielokroć nadużywana przeze mnie i mych najbliższych. Każdego dnia w użyciu, niczym monotonnie odmawiana mantra. Nic tak jak ona nie wyzwala z wrogich objęć. Mowa o…
PRZEBACZANIU
Kogo zawiodłam? W pierwszej kolejności samą siebie. Nic tak drastycznie nie pobudza do działania jak chęć odpłacenia się naszym oponentom. Nic przecież nie jest tak wyzwalające jak zarzucenie grubego worka na głowę i pchnięcie go do rzeki w betonowych bucikach. Postąpilibyśmy zgodnie z czającym w nas dzikim pożądaniem zemsty. Problem niejako sam by się rozwiązał. Tylko to niewdzięczne serce nie potrafi współpracować…
Jak właściwie nabywamy wrogów?
Nie potrafię tego inaczej nazwać, ich się zdobywa jak dowód osobisty po ukończeniu „wieku dojrzałości”. Czasem powie się coś głupiego, czasem zrobi, częściej nieumyślnie niż celowo. Mało jest aż tak wyrachowanych i nieobliczalnych istot, zdolnych czerpać satysfakcję z czynienia innym na złość. Z reguły to forma manifestacji osobistej niedoli. Skrajnie pejoratywne działanie odbiera dużo energii i, w zgodzie z oszczędnością zasilania, nie jest warte zachodu. Wschodu tym bardziej.
>> A skoro o wschodzie, najnowszy wpis o moich maniakalnych prześladowaniach Lublina
Często zachodzę w głowę jak to się dzieje, że bywają osoby, które traktują mnie jak powszechnie rozumianą opozycję. Nie mieści mi się to w głowie, tym bardziej, że wazeliniarz ze mnie jakich mało. Okazuje się bowiem, że tryskanie optymizmem też może zostać uznane za podstawę do negatywnego odbioru, bo ona się tak głupkowato cieszy ze wszystkiego. Tymczasem to tylko jeden z miliona powodów, każdy może na takowy awansować. Odpowiada za to nastawienie, a wpływa na nie środowisko w jakim nasi nieprzyjaciele się wychowują, dorastają i, chcąc nie chcą, żyją. Z pewnością mają więc emocjonalnie bardziej pod górkę niż my i już za to należy im się odrobina zrozumienia.
Dlaczego mamy przebaczać?
Dla własnego zdrowia, komfortu i poczucia człowieczeństwa. O osobach, którym odpuszczamy grzechy szybko zapominamy, ponieważ znajomość z nimi traci znaczenie. Podobnie działa to w przypadku zakochania – wystarczy tylko trochę czasu i uczucie blednie, coraz rzadziej dając o sobie znać. Wiem jak to brzmi, tylko jak to ma się do praktyki, prawda? Trzy frazy klucze: świadomość, kontrola emocji i cierpliwość.
>> A skoro o emocjach mowa…
Co z wrogami na co dzień?
Sztuka dyplomacji i opanowania! W świecie idealnym z tym każdy powinien się urodzić. Pocieszające jest, że to łatwiejsze niż ostateczne przebaczenie. Codzienne zderzanie ze swoim wrogiem bywa niejednokrotnie frustrujące, osłabiające, wzbudzające nie te tryby funkcjonowania co trzeba. Uparte, wytrwałe dostrzeganie w nawet najbezczelniejszych propozycjach dobrych intencji to jedno z najpiękniejszych przedsięwzięć, na jakie może zdobyć się człowiek.
Nie da się? To nie takie proste?
Oczywiście, że nie. Mam jednak wrażenie, że im łatwiej o tym piszę, tym łatwiej Tobie uwierzyć w osiągalność przebaczania. Zarówno tego w wymiarze mikro (brak kontaktu) jak i makro (codzienne obcowanie paraliżujące dobre chęci). Próbuj aż dociągniesz do ewangelicznych siedemdziesięciu siedmiu razy. Jak Ci się uda, daj znać, chętnie zadbam o małą nagrodę. Ktoś musi, a ja już wybaczyłam Ci, że złościsz się na mnie za ten płasko-moralizatorski wpis. 😉


