Zbyt często głowisz się, troisz w poszukiwaniu skutecznej metody do nauki? Wskutek przesilenia umysłowego i psychicznego zadręczenia tematem, odstawiasz materiał, bo nagle zabrakło Ci sił? Dobrze trafiłeś! Oto prezentuję Ci sposób nad sposoby, czary nad pieczary, motyki nad Słońce, Herkulesy i baranki Boże!
Opowiadanie? Ależ oczywiście, pobaw się treścią i słowem. Skoro i tak już niczego się dzisiaj nie nauczysz, to może warto się zrelaksować, a przy okazji pożonglować trochę notatkami? Zmyła, co?
Twór stworzony na potrzeby egzaminu z Bibliografii, nie dziw się więc, że tematyka nieco drętwa.
*************************************************
Solidarna bibliografia
Bo bibliografia narodowa to takie dziwne tworzywo człowiecze. W pierwszym powiewie zakłada, że jak spikniemy się my Obywatele, umówimy na ogólnonarodową kawkę to możemy przysłużyć się wyższym celom. Wystarczy, że każdy z tej okazji przyniesie swoją domową biblioteczkę ze sobą. A, że my Polacy to sprytne synki są, aby sobie trochę ułatwić, przynosimy rzeczywiście biblioteczkę, ale na nie więcej niż kilku arkuszach papieru. Pytasz, jak to? Sprytny Polak opracował plan, sprytny Polak ma na karteluszce opisy swoich pozycji z biblioteczki. I w końcu sprytny Polak się nie nanosi. Ale, żeby mówić o akcji na skalę krajową, trzeba takich opisów bardzo, bardzo dużo, a w przybliżeniu tyle, ilu jest nas na naszej ziemi. Łącząc wszystkie spisy w jeden dokument, powstać nam może namiastka bibliografii narodowej. Wystarczy tylko porównać opisy z kolegami oraz usunąć te, które powtarzają się i voilà!
No dobrze, ale czy to rzeczywiście takie proste? Nie do końca, bośmy nie w pełnym składzie. Iluż to młodych wyjechało, iluż to Polaków tam pisze, tłumaczy i wydaje! Skoro akcja ogólnonarodowa to dotyczyć ma wszystkich, bez wyjątków. A skoro wszystkich, to warto też wiedzieć co inni o nas uważają, co o nas publikują. Jeszcze jedno kryterium i tyle się tego narobi, że główka boli.
Na dobitkę jeszcze jedna rzecz. Bo nam się wydaje, że jak biblioteczka domowa to przeca książki, hm? Pomyślmy czy rzeczywiście tylko książki kumulujemy w naszych czterech kątach? A co z czasopismami, słownikami, encyklopediami, płytami, ulotkami, grami, a nawet stronami internetowymi? Sami ze swym skromnym dorobkiem możemy sobie nie poradzić. Cóż mowa o dorobku najbliższej rodziny, znajomych, przyjaciół, wrogów, nauczycieli i w końcu innych Polaków? Ogrom wszechdokumentów już teraz powoli zaczyna nas przerażać. Ale spokojnie, pamiętajcie – Polak sprytny! Jak Polak może to rozwiązać?
Na pewno odciążyć każdego Obywatela od tego nieszczęsnego obowiązku! W zamian za cotygodniowe oględziny mieszkania jak w kryminalnych zagadkach? Skądże znowu! Odwołajmy się do źródła! Skąd pozyskujemy książki? Ano z bibliotek, księgarń, to one są głównymi filarami pozyskiwania. A skąd one pozyskują? Odpowiedź nasuwa się jedna: z wydawnictw.
To one są za wszystko odpowiedzialne, to one rozpowszechniają nowe tytuły, rządzą dzisiejszym rynkiem obrotu.. (powiedziałby książki, ale dopiero co był wykład, że książka to nie wszystko). Pomyślcie, że ktoś już na ten pomysł wpadł, mamy jakieś przynajmniej dwie setki spóźnienia. Już w XIXw. był sobie taki bibliomaniak, który usilnie wszystko spisywał, nie szczędząc sobie przy tym perfekcjonizmu i wytrwałości. Wyobraźcie sobie, że wziął chłop i spisał nam cały dorobek, odkąd tylko Polska zwała się Polską i od kiedy tylko rzucili arkusz na taśmę drukarską. Co dziś niewiarygodne – ręcznie, całkowicie za free.
Po burzliwych czasach walki o swe terytorium, a później o swą wolność udało się Polakom uchować bibliografię tego zamożnego człowieka, Estreichera. Był pomysł, dlaczego by tego nie kontynuować? No to kontynuujemy do dziś, w wersji dla nas wygodnejszej. Przy wielofunkcyjnych maszynach i za konkretnym wynagrodzeniem. Teraz możemy wymagać, wcześniej było to nie do pomyślenia.
Ziomy z Biblioteki Narodowej postarali się o pewien myczek. Mianowicie, każde wydawnictwo, jeżeli wydaje jakąś książkę, musi przesłać dwa egzemplarze do Warszawy. Jeden do użytku, drugi do archiwum. Czujesz jaka wygoda? Nie tylko to my, Obywatele swojscy nie musimy nic w tym kierunku robić, ale nawet ziomy z posadą nie muszą się fatygować i objeżdżać wydawnictw ciężarówą. Super, hm? Nie do końca.
Po pierwsze dlatego, że wydawnictwa nie mają narzuconych jakiś odgórnych obowiązków, aby się z nich wywiązywać. Nie musisz, nie robisz. Tym bardziej, jeżeli naraża Cię to na niebanalne koszty. Druga sprawa, że jak się inne biblioteki dowiedziały, że Narodowa będzie dostawać dokumenty za darmola, to wypłynął szał nie do opisania. Zebrali się tędy przy stole dyrektorzy cenionych bibliotek i tak gorliwie debatowali, dopóki skromnie nie stwierdzili, że im też się należy. Tym samym egzemplarz obowiązkowy (bo tak to się nazywa) przysługuje 15 instytucjom, z czego Biblioteka Narodowa oraz Biblioteka Uniwersytetu Jagiellońskiego (dawna Narodowa) winny dostawać po dwie sztuki każdego tytułu. I bądź tu sobie obrotnym wydawcą. Od kiedy to bezinteresowność się opłaca?
No dobra, ale co w takim razie robią ziomy z BN? Ażeby to wiedział! Taka sekcja bibliografów zajmuje się opracowywaniem tych dokumentów, które jednak do nich wydawnictwa dostarczają. Żeby miało to ręce i nogi, robią to według określonych wcześniej standardów. A żeśmy światowo solidarni, to według kryteriów międzynarodowych. Pamiętacie o tym, że nie tylko książki? W tym celu stworzono kilka członów, które składają się na Bibliografię Narodową. I tu np. Przewodnik Bibliograficzny (o, masz i książki), Bibliografia Dokumentów Kartograficznych, Bibliografia Wydawnictw Ciągłych, ba, nawet Bibliografia Dokumentów Elektronicznych i takie sobie inne, ładne nazwy. Do wszystkich członów obowiązują podobne wymogi, jakoś to trzeba stopniowo ogarniać.
Biblioteki też ogarniają, ale się do tego nie przyznają. Wymóg jest, trzeba robić. Składuje się tu i ówdzie regionalia, ażeby przypadkiem coś znaczącego nie umknęło. Spis, najlepiej w postaci bazy danych udostępnia się czołowej instytucji, no zgadnijcie jakiej. Gdy już wszystko tak pięknie działa, narodowym dorobek wręcz samoistnie się kumuluje i opisuje (aha, na pewno! – tak odpowie każdy bibliograf) czas pomyśleć jakby to skutecznie zdezorganizować. Najłatwiej przez rywalizację..
ciąg dalszy niebawem.
*************************************************
Z dedykacją dla Kierowników 😛