Skandal! Tak zaniedbywać! Wierzcie mi – to był dla mnie naprawdę trudny czas. Powolutku odtajam od czerwcowych wrażeń i odzyskuję równowagę na tyle, aby móc wprowadzać w życie nowe postanowienia, rzekłby – nawyki. Na ten moment warto byłoby przypomnieć sobie o handmade, technikach wykonania i… pobudzić wyobraźnię.
Pomoże mi w tym wpis z zaległymi pracami!! Ciekawi efektów moich prac w przerwie między studiami, a zajęciami dodatkowymi? Zapraszam!
Kwiecień, 2015:
Tradycyjnie. Prowizoryczna zabawa z rozwodnionym brązem na rogach, wydziurkowane motylki świeżo nabytym sprzęciorem, monotonna koronka – klasyczne uporządkowanie.

Ach ten mój raczkujący decoupage. Przyzwyczajona do luksusów przy pracy z papierem ryżowym, nie zdawałam sobie sprawy, że chusteczki okażą się wprost nie do opanowania! Wybrnęłam poprawiając kontur motylka, choć przyznaję, perłowy róż jako tło zakłócił umiarkowanie.
Maj, 2016:
… popłynęłam. Totalny chaos, nie wiadomo czemu tak, a nie inaczej, brakuje konsekwencji. Ale też troszkę próbowałam zabawić się w nieład, postarać się o wrażenie niezorganizowania.
Przeciwieństwo, prawda? Wraca klasyk, ze swoim ponadprzeciętnie przesłodzonym akcentem. Biel, czerń i róż z nielicznym drewnem i złotem.
Czerwiec, 2016:
O, coś z zupełnie innej beczki, w porównaniu z pozostałymi zadbałam o niezwykle surowe wykonanie. Tak naprawdę to tak dla beki, robiłam śpiewniki dziewczynkom, aby miały teksty pod ręką. Z braku materiałów…
Wracamy do chaosu! Harmonijne, czarne motyle wśród wielobarwnego zatrzęsienia ziemi. Aż cud, że postać na obrazku z taką śmiałością i pewnością ruchów pozwala sobie na delektowanie się zapachem czerwonych róż.
Decoupage, papier ryżowy! Operacja na surowym drewnie, a różyczka do smaczku. Odkrywam potencjał zawieszek – małe, przydatne i niesamowicie szybkie do wykonania!
A na dokładkę, świeżutka zakładka z tego miesiąca:
Jak podoba Wam się podsumowanie? Przekonani? 😉












