Datowane na 5 listopada 2017:
Tęsknota przybliża do celu. Tak wielu rzeczy pragniemy, tak wielu chcemy nadać czas i miejsce, tak wiele urzeczywistnić. Tylko czy już sam finał zaleczy nasze bolączki? Czy osiągając cel jesteśmy w stanie się nim zaspokoić? Skoro głód narastał w nas przez tyle długich chwil, nie pozwalając myśleć, działać i spać, to czy teraz, w momencie odkupienia, będzie potrafił nas całkowicie wyzwolić z przybierającej na wadze tęsknocie? Czy to może zbyt monotonny moment (taki jak teraz) jest przyczyną tęsknej refleksyjności? Wywlekaniem naszych ciemności? Bo czymże jest refleksyjność? Czy to przypadkiem nie stan przenoszenia duszy do chwil dla nas pięknych, wzniosłych, a jakże ulotnych? Do tych właśnie chwil, których jest najmniej? Które często zdarzyły się jednorazowo i stać się już nie mają mocy? Ta jednorazowość przeżyć nijak pozwala je ze sobą łączyć, błądzą więc w najciemniejszych zakątkach naszej pamięci jak samotne atomy, próbując wydostać się właśnie w tych momentach tęsknej refleksyjności. Czasem także zdarza się, że mocno nasilone przychodzą do nas w snach, obrazując to, co dla nas tak bardzo boleśnie nieuchwytne. Przy sennych brakach czasem zbawczo ukazują się w dziennym świetle, łącząc jawne z niejawnym, abyśmy nie mogli już odgadnąć w jakim wymiarze przychodzi nam żyć. Te momenty wydają się być najdoskonalsze, wizualizowane wrażenie odgrywa poczucie autentyczności, daje więc przez chwilę ulgę, pozorne przybliżenie do celu, które tak bardzo jest potrzebne w dążeniu do nieosiągalnego.
Datowane na 8 lutego 2019:
Jeśli komuś się wydaje, że to mija to tragicznie się myli. Fantazmaty przysysają się do mojego ciała jak cenówki na marnym kleju. Za każdym razem jak próbuje je wydrapać, zostają resztki tej sponiewieranej mazi i tylko czekają, żeby wchłonąć w siebie otaczający je bród. Trudno mi o tym tak rozprawiać jak mam ochotę zaleczyć narastającego kaca i wrócić do niezręcznych sytuacji, opierających się na wyzysku, złudzeniu i nieosiągalnych potrzebach. Patrząc na to chłodnym okiem, wypada zadać eleganckie, choć przy tej okazji wysoce nieodpowiednie pytanie: z czym do ludu?
Tęsknię. Tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi, przeżyciami i snami, których w rzeczywistości realnej i wirtualnej nie ma. Tęsknię za ciśnieniem, które skacze, gdy tylko zaczynam sobie wyobrażać, że moje pragnienia znalazły ujście. Nikt do tej pory nie przeszedł przez wszystkie kręgi. Boję się, że to wszystko na marne i będę musiała się z tym męczyć do końca życia, zalewając robala codziennością, bzdurami, majętnościami i miernotą.
Nie da się tego jaśniej wyjaśnić, zaciemniona wizja powinna umieć tutaj najważniejsze wybielić.
