Przy kwietniu pletniu, co Słońcem myśli rozjaśnia zabawimy się w małe podsumowanie. Nie udało się mi w ciągu miesiąca publikować poczynań na bieżąco, to zebrałam swój skromny dorobek w garść i wyłożę go Wam za jednym zamachem w kolejności od najdawniejszego. Myślę, że ciekawa zlepka z tego powstała, tym bardziej, że każda propozycja reprezentuje inny styl wykonania i rejestruje przemiany techniczne postępujące wraz z inspiracjami, z jakimi się spotykam.
1. Wspólny projekt mój i Dominiki, wyjątkowego maga w kwestii precyzyjnego cięcia. Podziwiam, naprawdę podziwiam. Moje własne doświadczenia nauczyły mnie, żeby wszelkie kuliste elementy sprowadzać wcześniej z hurtowni / zamawiać od kogoś, kto dysponuje wykrajarką. Przy tej pracy generalnie obeszło się bez pośredników. Dominika cudnie wycięła motyle, nadając im falistości i głównego wydźwięku. Moja praca przy tym notesie okazała się wyjątkowo poboczna, nadałam całości wyłącznie kształt i wykorzystałam wewnętrzną przestrzeń notesu.Tak jak zwykle, bazą był notes ekologiczny (szukajcie w tanich sklepach z chińską produkcją, powinny być za grosze), który pokryłam białym akrylem. Żeby uwydatnić efekt starości, powierzchnię pokrywałam niezbyt dokładnie i to dosłownie jedną warstwą. Następnie boczne wstążki przykleiłam magiciem do niebieskiej kartki, służącej za tło (więcej o tym tutaj), którą przytwierdziłam do notesu. Dominika zaangażowała się w wycięcie motyli z ciemniejszego papieru, a także dodatkowymi elementami przy motylkach. Okładkę pozostało udekorować tuszem, gwiazdkami, kryształkami i kwiatuszkami.

Środek analogicznie – wstążeczki, kartka (ciemniejsza, jak ta na motylki), gotowy element z papieru perłowego, a także czarny tusz i stempelki (motylki, kwiatek i rameczka).
Tył? Zgaduj, zgadula. Jedyna różnica, to zastosowanie motywu, który nazwałam „rozdwojenie jaźni”, w tym przypadku rozproszone odbicie.
Jak oceniacie nasze wspólne dzieło?
2. Podejście nr 2: kartka prezencik, o której była już mowa.

3. Kartka, tym razem wykonana w całości przeze mnie. Całość urozmaiciłam w efekty recyklingu, kartonowego podkładu, aby nadać wykonaniu trochę spontaniczności i wyeliminować nazbyt ingerującą delikatność. Wersja chłopięca, tym bardziej unikamy kobiecych wstawek, choć przy tej kokardce już nie mogłam się powstrzymać, idealnie podtrzymuje kolorystycznie zieleń!
Ważna sprawa: pobawiłam się trochę przy „postarzaniu”, wskutek czego boki mniej lub bardziej umiejętnie poszarpałam brązowym akrylem.
4. Zakładka. Tu również rzuca się w oczy efekt postarzania. Jak już się zaangażować i rozsmakować w technice, to na całego, hm? 😀


5. I na koniec wisienka na torcie – pierwsze podejście w decoupage! Dostałam papier ryżowy z komentarzem „Może Ci się przydać”. Zadziałało. Dwa razy mi sugerować nie trzeba. Rozejrzałam się wśród materiałów i stworzyłam coś na wzór tej techniki – zawieszkę.


Na końcu chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do mojego napadu inspiracji i stworzenia marcowych pamiątek. Mam nadzieję, że każdy z obdarowanych czuje się wyróżniony.
A jak Wam podoba się marcowe tworzywo? Jeśli chcielibyście dowiedzieć się ze szczegółami, jak stworzyć którąś z tych propozycji, dajcie znać w komentarzu, rozważę wówczas pomysł na stworzenie krótkiego przewodnika.
Słonecznego kwietnia!






