Czwartek – nieludzki, krwawy, bezczelny, bezlitosny, czarny.
Dopiero teraz, po czterech latach, dojrzałam do zrozumienia tego filmu. Dojrzałam na tyle, aby jeszcze bardziej znienawidzić ówczesny, kurewsko czerwony układ. Przeraziłam się. Tym bardziej mną wstrząsnęło, im mniej wiedziałam o grudniu ’70.
Od zawsze, słysząc opowiastki o głębokiej nieudolności komunistycznego ustroju, nie odczuwałam empatii do młodzieży tamtych czasów. Traktowałam przodków jak zacofanych umysłowo ze względu na beznadziejnie grząski okres, w jakim przyszło im żyć. Nie docierało do mnie znaczenie słów, wypowiadanych przez ludzi dotkniętych tą tragedią, bo przecież liczy się tu i teraz, nie warto obracać się za siebie. Mój niebyt w tej kwestii trwał tak do dzisiaj. Sięgnęłam po tą ekranizację z chęci „obejrzenia polskiego filmu historycznego”. To co zobaczyłam w postępującej akcji, w pierwszym odruchu zniesmaczyło mnie. Nie chciałam na to patrzeć, jednak ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Przed upływem połowy filmu wiedziałam, że muszę obejrzeć całość. To mój obowiązek.
Strzelaj do Polaka
Czarny Czwartek to historia nie tylko Brunona Drywy, to historia wszystkich walczących stoczniowców. Dzięki ekipie Antoniego Krauze, możemy oddać hołd poległym bohaterom. Posiadali bowiem oni w sobie mnóstwo patriotycznej mobilizacji, która zaprocentowała niewiarygodną odwagą, jaką przyszło im reprezentować i nadwyrężać w stosunku do ustawek rządowych. Już wiem jaką rolę odgrywała partia robotnicza w naszym kraju. Już wiem jakie ryzyko istniało w momencie nie posiadania legitymacji. Patriota jako podczłowiek.
Janek Wiśniewski – znamię grudniowej masakry. Osiemnastoletni Zbyszek Godlewski
Zbyszek Godlewski pochodził z Elbląga. Chciał poznać świat i krótko po uzyskaniu pełnoletności wyjechał do Gdyni szukać pracy. Znalazł ją w Zarządzie Portu. Zdążył jednak popracować zaledwie kilka miesięcy. Matka Zbyszka wspomina, że 18 grudnia dostała telegram. Zbyszek nie żył.
– Ta grupa… Niosą zabitego, niosą zabitego i krzyczą: mordercy.
,,Zbyszek zginął od kul, które przestrzeliły mu głowę i klatkę piersiową. Miał rozerwaną lewą skroń z wyrwaniem małżowiny usznej i widocznym uszkodzeniem mózgu. Kule, które trafiły w pierś, spowodowały stłuczenie płuc, rozdarły nerkę. Zbyszek po ostrzale upadł na kładce, tuż przy schodach i wtedy podnieśli go nieznajomi ludzie. Ponieśli go w pochodzie. W holu dworca kolejowego w Gdyni Głównej, jakaś kobieta przykryła jego ciało biało-czerwoną flagą. Ludzie ułożyli na niej chłopca. Gdzieś po drodze ludzie wyrwali, prawdopodobnie z jakiegoś baraku, drzwi. Położyli na nich Zbyszka. Zakrwawioną flagę dalej nieśli w pochodzie. Zatrzymali się przy kościele Najświętszej Marii Panny. Tam dostali od księdza drewniany krzyż, który przymocowali do drzwi. Ciało Zbyszka przykryli kwiatami.”
,,Rodzice Zbyszka dowiedzieli się o jego śmierci w piątek. W prokuraturze powiedziano im, że mają przyjechać w poniedziałek. Wrócili do domu, a już w niedzielę koło godziny dziewiątej wieczorem, zapukali do ich drzwi obcy mężczyźni. Powiedzieli, że są z Urzędu Miasta. Kazali spakować rzeczy dla syna, bo jeszcze tego samego dnia, a właściwie w nocy, miał odbyć się jego pogrzeb. Nawet na cmentarzu mieli nieprzyjemne zajście z porucznikiem milicji. Był wobec nich arogancki, legitymował ich, drwiąco pytając, czego tu szukają. Trzy miesiące później rodzice dowiedzieli się od grabarza w Oliwie, że mogą starać się o ekshumację zwłok. Przewieziono więc trumnę ze Zbyszkiem do Elbląga.
Rodzice Zbyszka pytają, dlaczego mają przebaczyć, dlaczego mają się pogodzić z winnymi tamtej tragedii. – Może jeszcze Jaruzelskiemu powinienem rękę podać i powiedzieć: „dziękuję, że mi pan zabił syna” – mówi tata Zbyszka. – Nie ma żadnego przebaczenia. To było ludobójstwo na własnym narodzie.”
Powyższy cytat

