Człowiek nadgorliwy, szuka jakichkolwiek informacji o swoim istnieniu na uniwerku, planu zajęć, spotkania organizacyjnego.. czegokolwiek, aby poczuć się pewniej i uspokoić wyrzuty sumienia. Oni tam wszyscy, źli i krzywo patrzący, specjalnie nie pozwalają mu odetchnąć i specjalnie zapychają stronę milionami zbędnych aktualności, które i tak nie są nikomu do niczego potrzebne. Z głupia franc, żeby jakoś odreagować, człowiek ze śmiechem wypełnia formularz i go im wysyła. Nie mija dłuższa chwila, mieszcząca się w kilku dniach i dostaje odpowiedź, że został zakwalifikowany, jedzie i to jeszcze za darmo, bo to oni go tam potrzebują, a nie oni mu.
Zaczyna się panika, bo człowiek jak z dżungli, zapuszczony od czubka głowy do dużego palca u stopy. Po chwili uspokaja się, bo przecież to oni go chcą, więc może sobie przyjść nawet na golasa. A jednak.. PRZYDAŁOBY SIĘ. Przydałoby się ogranicza się do kilku stówek, które do końca życia będzie uważał za zmarnowane, bo mógłby sobie kupić za nie coś wartościowego, a nie szmaty, z których i tak w końcu wyrośnie na szerokość.
Jutro człowiek przed świtem musi się zbierać. Aktualnie siedzi sobie w rozciągniętych dresach i zastanawia się nad swoją zastygniętą weną twórczą. Nieprzygotowany do walki z wiatrakami społecznymi ani tym bardziej literackimi, zaczyna się wiercić i podnosić dupsko z fotela, bo czuje, że czas na niego, inaczej zastygnie życiowo już na zawsze i nie ruszy nigdzie.