Jeszcze w październiku, przy bezchmurnej, jesiennej pogodzie, ogrzewając się na tarasie gorącym słoneczkiem, naszła mnie pewna refleksja.
Czy można pory roku porównać do przemijającego życia?
Moja odpowiedź: W pewien sposób można. Mówi się: wiosna, lato, jesień, zima. Gdyby tak w tej kolejności przysposobić każdą porę roku do kolejnych etapów naszego życia?
Zobaczmy… wiosna -> narodziny.
Przyroda budzi się do życia. Podobnie z dzieckiem, przychodzi na świat, poznaje go, bada. Tak jak kwiat przystosowuje się do gleby, tak noworodek do otoczenia. Jest to jeden z piękniejszych okresów naszego istnienia.
Kontynuuje go lato. To najpiękniejszy i pod względem intelektualnym, najistotniejszy etap naszego rozwoju.
Młodzi ludzie są bardziej inteligentni od osób w sile wieku, łatwiej się uczą, łatwiej przyswajają informacje.
Dojrzewamy jak owoce. W pełni władz umysłowych, świadomościowych i fizycznych rozpoczynamy naszą wędrówkę. Jesteśmy najbardziej przygotowani na chłonięcie sygnałów z zewnątrz. Najwięcej możemy pozyskać, najwięcej nas czeka. Lato inspiruje, wzmacnia, napawa pozytywem. Tak i my w tym czasie dajemy najwięcej od siebie i ciągle coś zapoczątkowujemy.
Dojrzalsi smakujemy ostatnich chwil swojej nowości. Czeka nas złoto, stonowanie, pełniejsza stabilizacja. Jesień nam ją umożliwia. Napawa całkiem inną radością, pobudza inne aspekty naszego życia. Niektórzy uważają ją za smutną, ostatnią, jednak to nieprawda, ciągle jeszcze świeci Słońce, ciągle jesteśmy potrzebni, ale w inny sposób niż kiedyś. Czując w duszy lato, robimy wszystko, aby podołać, nie stopić się w skwarze. Tutaj dostajemy chwilę wytchnienia, czas którego kiedyś brakowało. Zasłużyliśmy.
Zima jest sędziwa i najtrudniejsza względem celowości. Musimy być. Służyć doświadczeniem, dawać przykład młodszym pokoleniom i starać się podtrzymywać tradycję i ogień, który zaserwowało nam jeszcze nie tak dawno lato, a jesień w wielotonowy sposób ją nam urozmaiciła. Stajemy u kresu, bogaci w mnóstwo doświadczeń, które czas zaszczepić w innych. Mamy za zadanie prowadzić młodszych przez życie, okrywać ich parasolem bezpieczeństwa niczym biały puch widniejącą roślinność. W tym wszystkim doskonale wiemy czego potrzeba nam i najbliższym. Mamy czas dla siebie, sfinalizowania najpotrzebniejszych kwestii dla potomnych, określenia naszego bytu.