Jeszcze pół roku temu moja wiedza w tym temacie ograniczała się do stwierdzeń „śliczne”, „niebywałe”, „wyjątkowe”. Czasami przychodziło mi też do głowy jakże skomplikowane analitycznie pytanie „Jak ona to zrobiła?”. Dziś już wiem jak manipulować ludzkim poczuciem estetyki.
Wiem jak manipulować ludzkim, a więc w głównej mierze swoim. Do dziś pamiętam moje zderzenie ze scrapbookingiem. Zmiażdżyło moje dotychczasowe poczucie piękna.
Zmiażdżyło codzienne, żywe piękno. Już dawno przestało mi ono wystarczać, ale nie miałam zamiennika. Będąc wychowanką kolorowej telewizji, niespecjalnie trudno było mi się przystosować do ery photoshopa, jednak grafika na nośnikach to nie to samo, ja potrzebuję dotknąć, przysposobić, powąchać. Rękodzieło znane jest od zamierzchłych czasów, podwaliny scrapbookingu pewnie też, ale dopiero teraz jest tyle narzędzi (dla leniwych, ku piękniejszemu), że aż zachciało mi się artystycznego wyziewu.
Co ciekawe, wyziewy wychodząc na światło dzienne (na każdym etapie mojej twórczości) spotykają się z nieocenionym entuzjazmem. To niezwykle miłe, pozwala mi uwierzyć, że narzędzia, dodatki i warsztat to nie wszystko. Najważniejsza jest inspiracja. Jak się wyszkolę, zarzucę sieć na wyzwania, konkursy, itp.
A tymczasem mogę Wam pokazać jak tworzyłam z początkiem maja 2015r.

Podejście nr 1. Kartkę wykonałam na urodziny koleżanki ze studiów. Pamiętam jaka byłam niezadowolona – miałam w zanadrzu wyłącznie papier i dwie wstążki. Dramat dla scrapera, potwierdzi Wam to każdy twórca. Masz wizję, a nie masz narzędzi, aby ją zrealizować choćby troszkę. Mimo to, uwielbiam i cenię sobie ten projekt do dzisiaj ze względu na cudny papier. Jakość zdjęcia w milimetrze nie oddaje odcienia i blasku kolorowych serduszek.
Nazwałabym to Typowym artystycznym wyziewem.
Aktualnie:

Podejście nr xx. Jest po prostu słodka. Tak ją traktuję, jeśli patrzę po ludzku. Technicznie nadal narzekam na brak elementów, trochę warsztat, ale emocje są już zupełnie inne jak przy pierwszym podejściu. Powolutku doceniam, wyziewy zaczynam traktować przyjaźniej.
Chwilę temu wspominałam, że najważniejsza jest inspiracja. Mogę Wam udowodnić, że w tym przypadku to właśnie ona mną pokierowała. Zastanawiacie się kiedy wykonałam ten projekt? W maju, oooj tak, da się, to cudowne. Już nigdy więcej nie dostałam od wyobraźni takiego kopa. Szkoda tylko, że zawczasu nie zrobiłam porządnych zdjęć, to jedyne.
Nie dostałam, co nie oznacza, że nie staram się odtwarzać tego procesu. Skoncentrowanie i dużo wolnego czasu służy ku temu niesamowicie. Nigdy nie projektuję wcześniej, nie potrafię. Nauczyłam się odpowiednio wcześniej dostrajać kolorystycznie, tematycznie, bo przy zamówieniach to niezwykle istotne.
Śmiało mogę wyróżnić dwie podstawowe zasady: 1. Nie rób niczego na siłę. 2. Nie oszczędzaj na materiałach. W przeciwnym razie projekt leży zanim jeszcze zdążył się narodzić. Gdzie w tym wszystkim manipulacja? Gotowy twór. Przy odrobinie wyczucia estetycznego odbiorcy, jesteś w stanie zawładnąć jego poczuciem piękna. „Pogadane” 😛
Podobnie jest z pisaniem. Nigdy nie jesteś w pełni zadowolony z efektów. No, ale! Ale jest takie, że planuję rozwinąć trochę bloga pod względem wpisów, trzymajcie kciuki! 😉

