Człowiek sam owija sobie sznur wokół szyi. Zakochując się w kimś sami decydujemy o tym, ile zaangażowania włożymy w zacieśnianie pętli. Można nie robić nic, z czasem iskierka zblednie, przestaniemy zwracać na nią uwagę, w efekcie – przepadnie. Nie jest to jednak takie proste jak może się wydawać. Faktyczny ucisk od razu nie zelżeje, będzie nas drażnił niesamowicie często, nakłaniał do czasami nawet niesamowitych poczynań.
Aby poczuć, potrzebny nam człowiek (wersja tradycyjna). Reszta, można rzec, przebiega wedle niezależnego od nas scenariusza. Doprawdy? Przecież ponoć jesteśmy tacy uświadomieni! A gdy różowe chmurki podsycają widoki? Korbka wre. Nakręcamy się, mimo, iż w rzeczywistości nie ma powodu.
Ona spotyka jego. Jest niesamowity. Sprawia wrażenie księcia z bajki, jest wysnuciem jej marzeń. Poznają się bliżej. Jej starania nie znają granic, dla księcia warto poświęcić wszystko. Warto, dopóki nie odjedzie na swym nieskazitelnie białym koniu, bynajmniej nie tam, gdzie ona sobie życzy.
Człowiek sam owija sobie sznur wokół szyi. To przez siebie samych cierpimy, to my sami dokładamy interpretacje. Może nam ktoś powiedzieć, że jesteśmy szalenie mili, inteligentni, atrakcyjni, lubi z nami spędzać czas, regularnie się spotykać, jednak tak naprawdę NIC nie musi za tym stać, bo „przecież to tylko słowa”? Czyż zbyt duża wagę przywiązujemy do, ów wspomnianego, zbitka głosek, stanowiących względnie samodzielny element języka, któremu przyporządkowane są określone znaczenia i funkcja składniowa? Czyżby słowo w całości zdawało się pokrywać zachowanie?
Zdecydowanie należy rozgraniczyć te dwa aspekty. Coraz rzadziej spotyka się, aby słowotok szedł w parze z zachowaniem. Zachowanie zarówno jako sposób reagowania jak i będące słowem poprzedzającym obietnice.
Człowiek -> słowo -> obietnica? Pomyślcie sami. Odsyłam do magicznej rubryczki „Dodaj komencia”.
Chętnie przy nadarzającej się okazji, pogłębię swoją (iście infantylną) filozofię na temat zakochania. Teraz jednak chciałabym się skupić na moim aktualnym bodźcu, który (też) nakłania mnie do wyklepania tych bzdur i rzucania ich na pożarcie eteru, a mianowicie… scrapbooking. Już niebawem konkret. 😉
